niedziela, 1 czerwca 2014
Chytry lis, stado królików
Dzień czwarty. Ciepły i słoneczny. W końcu. Niestety chyba jedyny na dłuższy czas. Zaczął się od tego, że przewidziałam, że jeśli nie pojadę rano z Rebeccą do pracy to mogę już nie dojechać i miałam rację. Skończyło się tak, że najpierw z samego rana pojechałyśmy na car boot - coś w rodzaju naszego 'pchli targ' tylko na środku ogromnego pola. Było tam dosłownie wszystko - od jedzenia dla ludzi, przez to dla psów, po książki, urządzenia elektroniczne, biżuterię, obrazy czy figurki.
Później szybka kawa z jednym z kolegów z pracy w drodze do restauracji, wizyta na plaży i 4 godziny w pracy. Tylko. Odebrał mnie George, a później pojechaliśmy z Alicją i psem do parku krajobrazowego. Naprawdę piękne miejsce. Morze, plaża, wydmy, przy okazji rezerwat ptaków i cała masa królików skaczących w trawie. No i ślina jaskółek. Absolutnie wszędzie. Nie miałam pojęcia, że ptaki ślinią się tak bardzo. Była wszędzie. Później szybka kolacja i rozmowa z rodziną. W końcu dziś dzień dziecka. A teraz? Może coś obejrzę, a ze spaniem nie muszę się spieszyć, bo jutro mam wolne. Znowu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz