niedziela, 8 czerwca 2014

Miły dzień, włoskie obżarstwo

Kolejne 8h w pracy. I jak się okazało, wbrew temu co wcześniej mi powiedziano, jutro też idę. We wtorek mam wolne, ale ogranicza się to tylko do tego, że nie jadę do restauracji, a w zamian za to trzeba będzie posprzątać cały dom, bo w piątek przyjeżdżają ludzie, którzy chcą go kupić, żeby go zobaczyć. Co do dzisiejszego dnia - był bardzo miły. Usłyszałam, że jestem dobrą dziewczynką i 'You've made my day' od jednego z gości. Po za tym mam na koncie pierwsze zamówienie - wcześniej ze względu na problemy z językiem tego nie robiłam, ale dzisiaj byłam zmuszona, bo w jednej chwili zniknęli wszyscy, którzy mogli by się tym zająć. No i po raz pierwszy spotkałam Polaków. Nie było czasu, żeby rozmawiać, ale miło było znaleźć polski akcent. Po pracy? Wizyta u mamy Rebecci i wspólna kolacja we włoskiej restauracji. Zjadłam pizzę, a na deser panna cottę z marakują. Bardzo polecam! Do tej pory ciężko mi się ruszyć. Teraz trochę muzyki dla odprężenia i kilka godzin snu. Zdecydowanie za mało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz