sobota, 31 maja 2014

Day off

Trzeci dzień w Anglii i już wolne od pracy. Zauważyłam, że nie przedstawiłam jeszcze swojej sytuacji. Dzisiaj mam sporo czasu, więc to dobry moment. Mieszkam z Alicją, jej chłopakiem Georgem  i jego mamą Rebeccą. Odpoczęłam, zdecydowanie. Byłam w Tesco - mają nawet półkę z polskim jedzeniem. Nie ma tego dużo, ale i tak miło było coś kupić. George zrobił ryż z mięsem i warzywami, coś w rodzaju kuchni chińskiej. Właściwie zjadłam pół jego porcji, więc później zrobiłam naleśniki dla wszystkich i chyba im smakowały. Poszłam też z psem na spacer - i tu kolejna wpadka. Pies Softy okazał się być samcem, a to ulubieniec pani domu i zarazem mojej szefowej. Ma 16 lat i wciąż jest w dobrej kondycji mimo kilku operacji. Coraz lepiej radzę też sobie z językiem, rozumiem coraz więcej, przyzwyczajam się do akcentu. Alicja i George pojechali na bal, wracają jutro dosyć późno, więc w restauracji będę skazana wyłącznie na siebie. Dam radę.

piątek, 30 maja 2014

Pierwszy dzień w pracy

Pierwszy dzień w pracy. 10,5 h. Wbrew pozorom podobało mi się. Czas zleciał naprawdę szybko, pracownicy są mili, pomagają mi. Daję radę. Czego się dziś nauczyłam? (Pomijam oczywiście przygotowanie jedzenia i pracę). 1. Określenie na każde zwierzątko 'georgous'. 2. Jeśli nie masz pojęcia co do ciebie mówią po prostu przytaknij i uśmiechnij się. Dowiedziałam się też kilku ciekawych faktów o moich współpracownikach - taaaakie plotki. Właściwie to wszystko. No ok, zaliczyłam drobną wpadkę, ale powiedzmy, że przyczyną był błąd w komunikacji. Myśl podsumowująca? Kobiety nigdy nie żartują na temat słodyczy. Dobranoc.

czwartek, 29 maja 2014

Dzień pierwszy czyli znaleźć sposób na przetrwanie

Tak jak myślałam dzisiaj wiele się wyjaśniło, choć wciąż nie jest pewne miejsce mojego pobytu. Możliwe, że przeniosę się do mieszkania nad restauracją, ale na razie nie wiem ani czy ani kiedy. Co do restauracji - dzień wolny okazał się dniem w pracy. Może nie dla mnie, ale obejrzałam już budynek, wiem gdzie, co leży (mniej więcej), a jutro do pracy. Ciężko z językiem. Niby rozumiem, ale jednak nie do końca. Kiedy mówią szybko ciężko jest wyłapać pojedyncze słówka nie mówiąc o tłumaczeniu. Może to też wina zmęczenia bo spałam jakieś trzy godziny. Ale jest dobrze, wszyscy są mili choć na początku nie odniosłam takiego wrażenia, przynajmniej nie ze strony każdej osoby, którą poznałam. Wydaje mi się, że w pracy tworzą zgrany team. Mam nadzieję, że uda mi się dopasować. Jutro ważny dzień - pierwszy prawdziwy dzień w pracy. Życzcie mi powodzenia.

środa, 28 maja 2014

Let's go to England

Samolot odlatuje za niecałe 7 godzin, a ja wciąż dopakowuję ostatnie rzeczy - to nie łatwe spakować się na cztery miesiące. Przynajmniej tyle zakładam, jak wyjdzie? Czas pokaże. Blog założony 'na szybko'. Jak łatwo się domyślić będę pisać o swoich wakacyjnych przygodach. Zachęcam do czytania.

Od jutra dużo się zmieni - koniec szkoły, praca, nowy kraj, nowi ludzie. Matura napisana, czas by wziąć życie w swoje ręce. Jadę do ludzi, których widziałam przez jakieś dwie godziny. Pracować będę w restauracji i właściwie to jest jedynym, co wiem na pewno. Przede mną pierwszy lot samolotem. Samotny. Ale to pewnie nic wielkiego. Bardziej martwię się o rodziców. O tatę. Bardzo przeżywa mój wyjazd, ale wiem, że chce dla mnie dobrze, dlatego mnie nie zatrzymuje. W ogóle w ostatnich dniach doświadczyłam wielu miłych chwil w gronie rodziny i przyjaciół. Pożegnania są ciężkie, ale staram się po sobie tego nie okazywać. Chcę, żeby im było łatwiej. Przecież każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, a ja nie lecę na koniec świata.

Jutrzejszy dzień będzie tym, w którym wiele się wyjaśni. Wiem, że będę miała trochę czasu na lotnisku, może uda mi się coś napisać. Tymczasem dobrej nocy wszystkim, których w jakikolwiek sposób zainteresowałam.