poniedziałek, 2 czerwca 2014

Potterowy świat.

Tak jak mówiłam dziś kolejny wolny dzień. Zaczęłam go pyszną owsianką z truskawkami, później poszłam na spacer - poznałam Pakistańczyka, ale o tym wolałabym nie opowiadać, zobaczyłam troszkę miasta i w końcu widziałam plażę tutaj. Piękna, szeroka, tylko troszkę daleko. Gdyby zmierzyć odległość do morza od mojego domu byłoby to może 300m. W linii prostej. Problem jest taki, że nigdzie nie ma zejścia na plażę i trzeba iść przez centrum przez co zamiast 300m jest ponad 1 mila. Później obiad i spacer z psem. Nic nowego. Wiem o czym jeszcze nie pisałam. . Harry Potter. Tak, powiedzieć, że go uwielbiam to eufemizm. A tutaj wszystko jest takie Potterowe. Tabliczki z nazwami ulic, nawet same ulice przypominają Privet Drive. Wczoraj dostałam też Jelly Beans, lub jak wolę je nazywać 'fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta'. Wiem, że to właściwie nic, ale cieszę się jak dziecko.  Co jeszcze? Pająki! W tej sprawie jestem zupełnie jak Ron. Jest ich tu strasznie dużo i są wszędzie. Alicja mówi, że zazwyczaj są te grubonogie, ale zdarzają się także takie, które skaczą. Nienawidzę pająków. Teraz czekam na nią i na Rebeccę. Były w pracy, a później miały jakieś spotkanie. Dowiem się co z jutrem i idę spać.

Ps. Jutro postaram się dorzucić jakieś zdjęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz