sobota, 31 maja 2014
Day off
Trzeci dzień w Anglii i już wolne od pracy. Zauważyłam, że nie przedstawiłam jeszcze swojej sytuacji. Dzisiaj mam sporo czasu, więc to dobry moment. Mieszkam z Alicją, jej chłopakiem Georgem i jego mamą Rebeccą. Odpoczęłam, zdecydowanie. Byłam w Tesco - mają nawet półkę z polskim jedzeniem. Nie ma tego dużo, ale i tak miło było coś kupić. George zrobił ryż z mięsem i warzywami, coś w rodzaju kuchni chińskiej. Właściwie zjadłam pół jego porcji, więc później zrobiłam naleśniki dla wszystkich i chyba im smakowały. Poszłam też z psem na spacer - i tu kolejna wpadka. Pies Softy okazał się być samcem, a to ulubieniec pani domu i zarazem mojej szefowej. Ma 16 lat i wciąż jest w dobrej kondycji mimo kilku operacji. Coraz lepiej radzę też sobie z językiem, rozumiem coraz więcej, przyzwyczajam się do akcentu. Alicja i George pojechali na bal, wracają jutro dosyć późno, więc w restauracji będę skazana wyłącznie na siebie. Dam radę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz