wtorek, 17 czerwca 2014

Busy day.

Jestem już w domu. Cieszę się. Lepiej mi się tu mieszka, choć możliwe, że kiedy Alicja pojedzie do Polski (a jedzie 18 czerwca na 10 dni), ja wrócę do mieszkania. Dziś był bardzo dobry dzień. 15 czerwca to dzień ojca w Anglii, więc były momenty, gdzie wszystkie stoliki były zajęte. Alicja mówi, że gdy jest sezon jest tak cały czas. No i tylko dzisiaj zarobiłam w napiwkach 20 funtów, a w naszej restauracji napiwki są dzielone między wszystkich, którzy są w pracy (odpowiednio co do ilości przepracowanych godzin i efektywności), więc trochę ich było, co znaczy, że tworzymy dobry zespół. A teraz coś wesołego. Jak już pisałam, Alicja była za mną w mieszkaniu przez 2 dni, a ponieważ było tam tylko jedno (ale duże) łóżko, spałyśmy na nim razem. Dziś w pracy powiedziała mi, że rano obudziła się, bo coś ją przytulało. Tym 'czymś' byłam ja. Otworzyłam oczy, odskoczyłam i powiedziałam: 'Przepraszam, myślałam że to pies', po czym poszłam spać dalej. Co ciekawsze ja zupełnie tego nie pamiętam. 9h biegania. Czas na odpoczynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz